jak oszczędzać będąc mamą

Oto jak sprytne mamy potrafią oszczędzać

Nikt chyba nie wątpi, że mistrzyniami w zaradnym planowaniu wydatków jesteśmy my – mamy. Jak oszczędzać będąc mamą? Większość z nas posiada ulubione triki, które pozwalają nie wydawać fortuny zarówno podczas codziennych zakupów jak i wtedy, gdy kupujemy „coś extra” dla swojej rodziny. Przyjrzyjmy się sposobom sprawdzonym przez inne mamy, na to jak jeszcze bardziej zapanować nad domowym budżetem.

Jak pokazują dane obecnie na potrzeby każdego potomka wydajemy około 607 zł miesięcznie, z czego połowę na wyżywienie i ubranka[1]. Pewnie większość z nas może powiedzieć, że niejednokrotnie zdarza się wydawać nawet więcej. Mimo wsparcia jakie wiele rodzin otrzymuje dzięki programowi 500+, to nadal ogromna kwota i znaczne obciążenie dla domowego budżetu. Większość z nas znalazła więc sposoby na to, by wydawać mniej podczas codziennych zakupów. Oto sprawdzone sposoby 5 matek, które zarządzanie domowym budżetem opanowały do perfekcji.

Diana, mama 4 letniego Bartka i 6 miesięcznej Kamili: „Ciągle planuję”

Zgodność zakupów z wcześniej przygotowanym planem to najważniejsza zasada jaką kieruję się w sklepie. Nie lubię przepłacać na zakupach i kupować produktów, które być może się zmarnują. Dlatego zawsze w weekend przygotowuję plan posiłków, które będziemy jedli w najbliższym tygodniu oraz produktów, które są niezbędne do ich przygotowania. Doskonale wiem co lubią moje dzieci, więc łatwiej jest mi kupić tylko takie produkty, które rzeczywiście wykorzystam i które zostaną zjedzone. Robię „duże zakupy” w dyskoncie raz w tygodniu, a zakupy w osiedlowym spożywczaku, który ma wyższe ceny, robię tylko wtedy, gdy czegoś mi zabraknie.

Moje planowanie obejmuje również zakupy na sezonowych wyprzedażach lub zakupy z wyprzedzeniem, poza sezonem. Moje ulubione sklepy przesyłają mi informacje w postaci gazetek, newsletterów, a ostatnio nawet powiadomień na telefon, o obecnych promocjach, więc wiem, kiedy mogę kupić najtaniej np. ubranka – ubranka z poprzednich kolekcji są często tańsze nawet o 70-80% – czy inne produkty dla dzieci takie jak zabawki kosmetyki.

Moim ulubionym lifehackiem związanym z planowaniem jest zakup ofert na wakacje „first minute”. Oferty wakacji, kupowane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem są nieporównywalnie tańsze od tych kupowanych chwilę przed wyjazdem, a często związane są też z możliwością darmowego pobytu dla malucha, w związku z czym są znacznie bardziej opłacalne. I nie mówię tu tylko o wyjazdach zagranicznych organizowanych przez biura podróży. W ostatnie wakacje samodzielnie organizowaliśmy wyjazd nad morze i dzięki dokonaniu rezerwacji niemal pół roku wcześniej dostaliśmy bardzo atrakcyjną ofertę pobytu w jednym z hoteli w Karpaczu – niższą o 30% od tej w sezonie i większy pokój, za który normalnie musielibyśmy dopłacić. Z pewnością jeszcze tam wrócimy. W celu poszukiwania okazyjnych wyjazdów i noclegów korzystam zwykle z wyszukiwarek w internecie, ale też podpytuję znajomych.

Marta, mama 4 letniego Maxa i 8 letniej Heleny: „Kupuję w internecie”

Posiadanie dwójki dzieci wiąże się z tym, że nie zawsze mam czas (i siły!) na zakupy. Gdy moje dzieci były zupełnie malutkie, musiałam stać się mistrzynią planowania zakupów na czas ich drzemek. Polubiłam w związku z tym wygodę, jaką dają zakupy w sieci. Zakupy mogę zrobić w dowolnym momencie, produkty zostaną dostarczone prosto do domu, a co najważniejsze – produkty w internecie są zazwyczaj tańsze! W sieci poluję na okazje, zwłaszcza w sklepach z odzieżą lub zabawkami – potrafią być tańsze nawet o kilkanaście procent względem sklepów tradycyjnych, choć i w nich znajduję często bardzo atrakcyjne oferty. W internecie robię także zakupy spożywcze – nie muszę już dźwigać ciężkich zakupów, ponieważ sklepy dowożą zakupy do domu, a dodatkowo unikam pokus kupowania dodatkowych produktów, co zdarzało mi się często, gdy robiłam zakupy w sklepach tradycyjnych. Mimo, że moje dzieci są już starsze, a wyjście do sklepu nie wiąże się z ich marudzeniem, nadal chętnie korzystam z ofert ulubionych sklepów w internecie.

Dodatkową zaletą sklepów w sieci, jest to, że często mają dużo bogatszą ofertę niż sklepy stacjonarne i można w nich znaleźć naprawdę unikalne produkty, które mimo używania nie tracą na wartości. Przykładem może być chusta do noszenia dziecka, którą kupiłam na wyprzedaży. Okazało się, że ma ona na tyle ciekawy i wyjątkowy wzór, że mimo iż używałam jej przy obu moich urwisach, udało mi się ją później sprzedać za cenę zbliżoną do tej, za którą ją kupiłam!

Monika, oczekująca mama: Próbuję nowości

Dopiero na początku przyszłego roku zostanę mamą, ale chcę być na to jak najlepiej przygotowana. Przeglądam więc najróżniejsze fora, blogi parentingowe i grupy społecznościowe dla mam, w poszukiwaniu porad dotyczących wychowywania dzieci i tego co powinnam nabyć. Jako młoda mama, mam nieco ograniczony budżet, a nie chcę by mojemu maleństwu czegokolwiek brakowało, więc dużo z tych porad dotyczy finansów. Jestem otwarta na nowości, które pozwolą mi jak najlepiej przygotować się na zwiększone koszty utrzymania powiększającej się rodziny.

Jedną z nowości, którą właśnie próbuję jest nowa usługa – MAM, która dokłada się do moich rachunków w zamian za robienie zakupów w sugerowanych sklepach. Usługa działa następująco – podaję, ile w danym miesiącu planuję wydać na poszczególne kategorie produktów – m.in. produkty dla dzieci, zakupy spożywcze, odzież itd. oraz nazwę miejscowości, w której mieszkam, a usługa na podstawie tych informacji przygotowuje dla mnie plan sugerując miejsca, w których powinnam robić zakupy, by kwota jaka zostanie dorzucona do moich rachunków była jak najwyższa. Za każdy zakup zgodnie z planem naliczane są środki, które mogę przeznaczyć na opłacenie części lub całości moich rachunków. Przykładowo, ostatnio postanowiliśmy z partnerem kupić wózek dla naszego dziecka – jest to duży wydatek. Zaplanowaliśmy go i korzystając z MAM kupiliśmy wózek w sklepie, który zaproponowała usługa. Dzięki temu naliczyło nam się ponad 100 zł, które wykorzystam na opłacenie rachunku za internet i telewizję.

Warto poszukiwać nowych sposobów na oszczędzanie – zwłaszcza takich, które nie są jeszcze bardzo popularne. Mamy często przekazują sobie takie informacje „pocztą pantoflową”, co sprawia, że triki te są sprawdzone – a tym samym bardziej wiarygodne.

Kasia, mama 14 miesięcznej Julki i 9 letniej Basi: „Uległam modzie na second-hand”

Jeszcze kilka lat temu kupowanie w sklepach typu second-hand było czymś krępującym i wskazywało na niższy stopień społeczny. Obecnie wiele się zmieniło, a matki, takie jak ja, coraz chętniej kupują używane produkty – sama przekonałam się o tym jak bardzo jest to opłacalne. Używane, ale niezniszczone ubranka, wyprawka dla dziecka czy wózek kupiony na OLX czy Gumtree są zwykle w świetnym stanie, a jednak zawsze tańsze niż nowe, kupione w sklepie! Mając wolny dzień umawiam się z przyjaciółkami i razem wybieramy się do lokalnych „lumpeksów”, a nasze zakupy przypominają łowy. Z krępujących zakupów robionych potajemnie, zakupy w secon-handach stały się stylem życia i przejawem zaradnego podejścia.

Coraz bardziej przekonuję się również do grup społecznościowych na Facebooku – mamy wymieniają się tam między sobą różnymi przedmiotami albo sprzedają je za symboliczną kwotę. Często walutą na takich grupach są Jajka-Niespodzianki, więc wystawione przedmioty kosztują ułamek swojej pierwotnej ceny!

Nie kupuję również książek – istnieją przecież nadal bilblioteki! Moja córka uwielbia książki Musierowicz – wszystkie udało nam się wypożyczyć w osiedlowej bibliotece. Członkostwo kosztuje zaledwie 1/3 tego co musiałabym wydać na jedną książeczkę, a mamy dostęp do bogatych zbiorów, które zadowalają gust książkowy całej mojej rodziny.

Wszystkie te porady wiążą się z jeszcze jedną zaletą – są zgodne z ekologicznym trybem życia – kupując w second-handach i wypożyczając książki przyczyniamy się do ponownego użycia przedmiotów i nie produkujemy dodatkowych – co wpływa na ogólne zmniejszenie ilości wyrzucanych, przydatnych jeszcze produktów. A właśnie takiej postawy chciałabym nauczyć moje córki.

Zuza, mama 7-letnich bliźniaków Franka i Kuby: „Wszystko robimy sami”

Każdy wie, że przyrządzanie posiłków w domach jest tańsze, niż stołowanie się w restauracjach, czy nawet jadłodajniach lub barach mlecznych. Menu rodzinne można zaplanować tak, by było w pełni pożywne, smaczne i nie rujnowało budżetu. Moim lifehackiem na to jest opracowywanie planu posiłków razem z moimi dziećmi – prześcigamy się w pomysłach, co nowego możemy przyrządzić, a ja mam pewność, że skoro chłopcy sami wybrali daną potrawę, chętniej ją zjedzą – tym samym nie marnuję zakupionego jedzenia. Planuję także kolejne dania tak, by można było wykorzystać resztki z poprzedniego dnia – najbardziej oczywistym trikiem jest zrobienie pomidorowej z rosołu z poprzedniego dnia oraz potrawki z gotowanego na zupę mięsa.

Poza znaczną korzyścią finansową gotowanie w domu ma jeszcze jedną ogromną zaletę – może być świetną rozrywką dla całej rodziny. Wiele potraw przygotowuję razem ze swoimi pociechami. Najlepszym przykładem takiego dania jest pizza, która zamówiona w restauracji kosztuje średnio 25-30 złotych. Ta przygotowana natomiast we własnej kuchni kosztuje zaledwie kilka złotych, a może zawierać wszystkie ulubione składniki oraz coś czego nie da się kupić – dumę dzieci z własnoręcznie przygotowanego posiłku.

Zimą, chętnie przyrządzam przetwory – moim ulubionym jest chyba sos pomidorowy, który pasuje do wielu dań, które przyrządzam na co dzień i świetnie smakuje. Korzystając z tego, że moja teściowa hoduje różne warzywa i owoce oszczędzam nawet kilkaset złotych, robiąc różnego rodzaju przetwory.

Teściowa przekazała mi także swoje sprawdzone sposoby na oszczędzanie na kosmetykach i chemii domowej. Teraz sama przygotowuje np. uniwersalny środek czyszczący na bazie octu i wody czy domowe mydło, które jest bezpieczniejsze dla skóry moich dzieci, bo nie zawiera szkodliwych SLSów i innych sztucznych substancji. Kosmetyki wykonywane z powszechnie dostępnych składników są też znacznie tańsze niż kupowane w drogeriach czy aptekach.

Jak widać cała moja rodzina ma smykałkę do samodzielnego tworzenia różnych rzeczy – równie chętnie tworzymy razem zabawki. W sieci znajduję niezliczoną liczbę filmików instruktażowych opatrzonych opisem DIY (do it yourself) – czyli zrób to sam. Razem z moimi synami wykonujemy różne ciekawe przedmioty – wcześniej były to jedynie proste rzeczy, ale ostatnio przeszliśmy do bardziej skomplikowanych projektów dla małych majsterkowiczów. Wierzę, że pobudza to u moich dzieci kreatywność, a dodatkowo przedmioty i zabawki wykonywane własnoręcznie kosztują grosze.

Jak pokazują przykłady na to jak oszczędzać będąc rodzicem – jest tyle sposobów na mądre zarządzanie domowym budżetem, ile matek – warto jednak poszukiwać nowych sposobów i wypróbować je samemu – dzięki temu mamy pewność, że dana metoda najlepiej wpływa na budżet naszego gospodarstwa domowego i jest skuteczna – bez nadmiernych wyrzeczeń i niedogodności dla członków naszej rodziny.

[1] http://www.bankier.pl/wiadomosc/607-zl-miesiecznie-Tyle-kosztuje-utrzymanie-dziecka-3345435.html

 

Redakcja Autor

Komentarze

    angie

    (23 listopada 2017 - 14:47)

    wózek dla dziecka, a w zamian 100 złotych na rachunki? wow, co za zaskoczenie! sprawdzam MAM!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *